Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/545

Ta strona została przepisana.


wało się jej (a nie myliła się), że widzi opiekunkę Agrykoli.
Widząc tam, w tym nieszczęsnym domu obłąkanych, tę młodą nadzwyczaj piękną dziewicę, przypominając sobie delikatną dobroć, z jaką przed kilkoma dniami przyjmowała w swym rozkosznym pałacyku Agrykolę, Garbuska uczuła głębokie wzruszenie. Sądziła, że Adrjanna cierpi na pomieszanie zmysłów; przypatrując się jednak uważnie, osądziła, że rozum i wdzięk nie przestały ożywiać tej pięknej twarzy.
Nagle panna de Cardoville dała pełen znaczenia znak: przyłożyła palec do ust, przesiała dwa całusy w stronę, gdzie patrzyła, i prędko znikła.
Garbuska żałowała, że nie może dostać się do niej.
Temi myślami zajęta, Garbuska spostrzegła idącą ku sobie Florynę, która zaprowadziła ją do przełożonej.
Matka Agrypina bystrem okiem zmierzyła fizjognomję szwaczki, a widząc ją bojaźliwą, skromną, łagodną i uczciwą, osądziła, że może zupełnie wierzyć temu, co o niej doniosła Floryna.
— Moja kochana córko — odezwała się przełożona uprzejmym głosem. — Prawdaż to... że nie masz co do roboty?
— Niestety! tak, pani.
— Nazywaj mnie swoją matką... moja kochana córko; milsze to jest imię... i taki jest zwyczaj tego domu... Nie mam potrzeby pytać cię o twoje zasady?
— Zawsze uczciwie utrzymywałam się z pracy... moja matko — odparła Garbuska z prostotą godną i skromną.
— Wierzę ci, moja córko, i mam słuszne powody wierzyć ci... Dziękować winnaś Bogu, że cię zachował od wielu pokus; ale, powiedz mi, czy zdolną jesteś do pracy twego zawodu?
— Robię, jak tylko mogę najlepiej; wszyscy i zawsze byli zadowoleni z mojej roboty... Zresztą, jeżeli wielebna