Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/573

Ta strona została przepisana.


VI.
SCHADZKA.

Ósma godzina wieczorem, deszcz trzepie w okna izdebki Franciszki Baudoin, przy ulicy Brise-Miche, a gwałtowny wicher miota drzwiami i niedomkniętem oknem.
Podłoga zabłocona i kurzem okryte ubogie sprzęty, niedawno jeszcze odznaczały się nienaganną czystością. Od czasu aresztowania Franciszki przez komisarza, łóżko nie było posłane...
Przy bladym blasku świecy, stojącej ma małym, zimnym piecyku żelaznym, bo zapas węgla dawno już się wyczerpał, widzimy Garbuskę, drzemiącą w fotelu, ze zwieszoną głową.
Po całodziennym trudzie, po tylu różnych zmartwieniach, biedna istota nie miała kawałka chleba w ustach, ani centyma za któryby mogła krupić pożywienie; czekając na Dagoberta i Agrykolę, zdrzemnęła się, lecz nie był to sen pokrzepiający ciało i duszę. Niespokojna, co chwila otwierała oczy i oglądała się około siebie.
Słychać nareszcie ciężkie stąpania w sieni.
Wszedł Dagobert a za nim Ponury.
Zerwała się co żywo.
— A cóż, panie Dagobercie, czy dobre nowiny? Czy...
Nie śmiała dalej mówić, tak ją przeraził smutny wygląd żołnierza. Rzucił się na krzesło i twarz zasłonił rękami.
Półgłosem mówił sam do siebie.