Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/583

Ta strona została przepisana.


rzono memu mężowi... córki marszałka Simon... zganił mi to; powiedział, że powinnam była wprzód poradzić się męża, który sam tylko odpowiedzialny jest przed Bogiem i przed ludźmi za to, co mu zostało powierzonem... Mocno ganił postępek księdza Dubois, pocieszał mnie ze swą zwykłą anielską dobrocią, obowiązując, abym za powrotem do domu wszystko ci wyznała... Chciałby przybyć tu ze mną, ale przełożeni zakazali mu surowo wychodzić z seminarjum, i dlatego...
Dagobert nagle przerwał mowę swej żonie.
— Jedno słowo tylko, Franciszko — rzekł — pośród tylu zmartwień, tylu spisków szatańskich, człowiek głowę traci... W dniu, w którym znikły dzieci, wspominałaś mi, że, gdyś Gabrjela z ulicy zabrała, miał on na szyi medal bronzowy, a w kieszeni pugilares pełen papierów, zapisanych obcym językiem?
— Tak, mój mężu.
— Te papiery i medal oddałaś spowiednikowi?
— Tak, mój mężu.
— A Gabrjel potem nigdy ci nic nie wspominał o tych papierach i o tym medalu?
— Nie, nigdy.
Agrykola zawołał:
— A więc Gabrjel ma taki sam interes, jak córki marszałka Simon i jak panna de Cardoville... aby znajdować się na ulicy Ś-go Franciszka.
— Zapewne — wtrącił żołnierz — a teraz przypominam sobie, co powiedział, że za kilka dni będzie potrzebował naszej pomocy.
— Prawda, mój ojcze.
— I zatrzymują go jak więźnia w seminarjum! Powiedział matce, że niedobrze obszedł się z nim przełożony! z miną tak smutną, a tak znaczącą...
— Ze nie mówiłby do nas inaczej, gdyby szło o pojedynek na śmierć... — przerwał ojcu Agrykola. — A jednak-