Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/588

Ta strona została przepisana.


się kto na co odważa, pewno już wie, dlaczego to czyni; robię, com powinien; zaniechajcie więc próżnej gadaniny. Tego wieczora chcę być panem swej woli.
— Mój ojcze!... — rzekł Agrykola. — Nie chcę zbijać postanowienia, chcę tylko dowieść, że nie wiesz, na co się narażasz...
— Wiem dobrze o wszystkiem — rzekł żywo żołnierz. — Wielkiej wagi jest krok, na który się ośmielam...
— Zastanów się raz jeszcze, na jakie wystawiasz się niebezpieczeństwo!
— No, mówmy o niebezpieczeństwach, mówmy o fuzji odźwiernego i o kosie ogrodnika — rzekł Dagobert, wzruszając z pogardą ramionami. — No! i cóż dalej? przypuśćmy, że położę głowę w tym klasztorze? alboź ty nie pozostaniesz dla matki? Dwadzieścia lat obywaliście się beze mnie... niewielką poniesiecie stratę...
— Ach! mój Boże! i to ja, ja jestem przyczyną wszystkich tych nieszczęść! — zawołała Franciszka.
— Pani Franciszko, uspokój się — rzekła zcicha Garbuska. — Agrykola nie dozwoli ojcu narażać się na takie niebezpieczeństwo.
Kowal rzekł wzruszonym głosem:
— Zanadto znam cię, mój ojcze, żebym się miał poważyć wstrzymywać bojaźnią śmierci...
— A o jakiem-że chcesz mówić niebezpieczeństwie?
— Ulękniesz się go.. jakkolwiek odważnym jesteś... — rzekł młodzieniec tonem uroczystym.
— Agrykolo — rzekł surowo i ostro Dagobert — obrażasz mnie. — Podłą jest rzeczą chcieć odwieść człowieka postrachem od spełnienia powinności...
— Przebacz mi, kochany ojcze... ale choćbym miał ściągnąć na siebie twą nienawiść, dowiesz się, na co się narażasz, przełażąc przez mur do klasztoru, i to jeszcze w nocy..
— Dość już, ani słowa więcej!.. — krzyknął żołnierz, tupnąwszy z gniewem nogą.