Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/593

Ta strona została przepisana.


— Wybornie... — rzekł Agrykola, nie przestając kuć swego żelaza — będziemy mogli dostać się z jednego ogrodu do drugiego; może też łatwiej będzie dostać się przez dom obłąkanych... Ale nie wiesz, gdzie jest pokój panny de Cardoville?
— Zaraz... — odrzekła Garbuska, przypominając — ona mieszka w kwadratowym pawilonie, a nad jej oknem jest daszek, pomalowany w białe i niebieskie pasy.
— Bardzo dobrze... zapamiętam to.
— A mniej więcej, gdzie są celki mych biednych dzieci? — zapytał Dagobert.
Po chwili namysłu, Garbuska odrzekła:
— Celki te znajdują się naprzeciw okna panny de Cardoville, gdyż już od dwóch dni dawała im znaki, a teraz przypominam sobie, iż wspomniała, że te celki są jedna nad drugą, na dole i na piętrze.
— A czy okna są zakratowane? — zapytał kowal.
— Mniejsza o to, dziękujemy ci, moje dziecko; po tem objaśnieniu możemy iść — rzekł Dagobert — co do reszty, mam ja swój plan.
— Moja kochana Garbusko, dajno wody — rzeki kowal — aby ostudzić żelazo — a, zwracając się do ojca, zapytał: — czy dobry będzie ten hak?
— Wyborny, mój chłopcze.
Franciszka Baudoin gorąco modliła się na klęczkach: błagała Boga o miłosierdzie dla męża i syna, prosiła, aby tylko na nią samą zesłał karę, gdyż ona była przyczyną rozpaczliwego kroku Dagoberta i Agrykoli.
Ojciec z synem w milczeniu kończyli swe przygotowania; bladzi i w uroczystym nastroju; pojmowali niebezpieczeństwo przedsięwzięcia.
Biła godzina dziesiąta na wieży kościoła Saint-Merry.
Słabo było słychać bicie zegara z powodu silnego wiatru i deszczu, który nie przestawał padać.