Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/621

Ta strona została przepisana.


— Podobnie jak wy, bracie... my robimy trupów.
— Trupów? — zawołał Rodin.
— Van-Dael w swym liście pisze — odrzekł Faryngea — że zwierzchnicy wasi robią z was trupów. My także robimy z ludzi trupów. Śmierć ludzka miłą jest Bohwanji.
— Ależ, panie, pan Jozue mówi zapewne o duszy... o woli, które prawidła nasze zatrzeć powinny.
— To prawda: Wy, podobnie jak my, jesteście łowcami ludzi.
— My zabijamy nie ciało, ale wolne myśli.
— A czemże są ciała pozbawione duszy, woli, myśli, jeżeli nie trupami?... Daj więc pokój, mój bracie, umierający od naszego stryczka, nie bardziej są zimni, jak umarli przez wasze prawidła. Spróbuj tylko dotknąć się ich, mój bracie... Rzym i Bohwanja to są rodzeni brat i siostra.
Im bardziej niespokojny był Rodin w duchu, tem mocniej usiłował okazać się spokojnym. Mówi! więc:
— To porównanie Rzymu do Bohwanji jest bardzo dowcipnem... — Ale cóż z tego wnosisz, mój panie?
— Mój bracie, chcę pokazać ci, co mogę, aby cię przekonać, że lepiej jest mieć mnie za przyjaciela, aniżeli za wroga.
— Należysz do zbójeckiej sekty indyjskiej. Na twoje alegorje zrobię ci skromną uwagę, że tu się nikogo nie dusi. Jeżeliby napadła cię chęć przemienić kogo w trupa dla miłości Bohwanji, zdejmą ci głowę z karku przez miłość dla innego bóstwa, zwanego sprawiedliwością.
— A coby mi zrobiono, gdybym spróbował otruć kogo?
— Panie Faryngeo, nie mam czasu wykładać ci kursu prawa karnego. Ostatnie słowo: czy chcesz, lub nie oddać listy pana Jozuego?
— Listy, tyczące się księcia Dżalmy?
Bystro wpatrywał się w Rodina.
— Nie wiem o treści listów, które pan zatrzymujesz