Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/624

Ta strona została przepisana.


— Zawsze niedość jasno się tłómaczę... ale powiedz mi, czy znasz arraymów.
— Nie.
— Tem gorzej: jest to wyborny produkt wyspy Jawy, tak płodnej w różne trucizny.
— Zaraz się dowiesz: My, synowie Bohwanji, brzydzimy się rozlewem krwi — opowiadał dalej Faryngea — lecz chcąc dogodniej zarzucić stryczek na szyję naszych ofiar, czekamy aż zasną... Kiedy ich sen niedość jest mocny, powiększamy go według woli: jesteśmy biegli w naszej sztuce; wąż nie jest od nas rozstropniejszy, ani śmielszy... Dżalma tego na sobie doświadczył... Arraymów jest to nader miałki proszek; dając go odrobinę powąchać śpiącemu, albo dodawszy go do tytoniu dla tego, co ma palić fajkę, jesteśmy w możności wprawić nasze ofiary w taki sen, iż nic z niego wyrwać nie zdoła. Jeżeliby zachodziła obawa zadać go na raz za wiele, dajemy wąchać po trosze, kilka razy, i tym sposobem przedłużamy sen według upodobania, tak długo, jak człowiek bez pokarmu wytrzymać może... trzydzieści do czterdziestu godzin,,, opjum niedołężnym jest środkiem w porównaniu z tym narkotykiem. Przywiozłem go z sobą z Jawy pewną ilość... jedynie dla ciekawości... ale nie zapomniałem i o antydocie...
— A więc jest i antydot? — zapytał Rodin niechcący.
— Podobnie jak ludzie przeciwni takim, jakimi my, synowie Bohwanji, jesteśmy... Jawańczykowie nazywają sok tego korzenia Tuboe; on tak rozprasza sen, odrętwienie, jak słońce rozprasza chmury... Wczoraj więc, będąc pewny zamiaru twego posłańca względem Dżalmy, zaczekałem aż doktór uśnie... zakradłem się, czołgając do jego stancji... i dałem mu powąchać proszku arraymów taką dozę... iż dotąd jeszcze spać musi.
— Nieszczęśliwy! — wykrzyknął Rodin coraz mocniej przerażony tem opowiadaniem, gdyż Faryngea niszczył wszystkie jego plany. — Ależ mogłeś otruć tego doktora.