Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/629

Ta strona została przepisana.


Przeprowadzenie zupełnie go obłąka; zaprowadzą go do piwnicy nowobudującego się domu, a jutro, w nocy, o tejże godzinie, wypuszczą go z takąż samą ostrożnością... Co do Indjanina, wiemy teraz, gdzie mieszka... dosyć będzie tylko posłać do niego osobę, zasługującą na zaufanie, a jeżeli przebudzi się ze snu... jest łatwy sposób, a nadewszystko nie gwałtowny, — zatrzymać go jutro przez cały dzień zdala od ulicy Ś-go Franciszka.
Ten sam co pierwej sługa z dobroduszną miną wszedł do gabinetu; trzymał w ręku trzos zamszowy, a, oddając go Rodinowi, rzekł:
— To przyniósł tu pan Morok, wszedł od ulicy Starej.
Służący oddalił się.
Rodin otworzył worek i rzekł do księdza d’Aigrigny:
— Oto medaljon i list Jozuego... Morok spisał się gracko...
— A więc jeszcze jednego uniknęliśmy niebezpieczeństwa — rzekł margrabia — przykra to rzecz chwytać się takich środków.
— Czyj aż w tem wina, jeśli nie tego łotra, który zmusza nas do chwytania się ich?... Idę natychmiast wysłać kogo do hotelu Dżalmy.
— A ja jutro zrana udzielę Gabrjelowi posłuchania, o które upomina się już od trzech dni.
— Jużem go o tem zawiadomił.
— Nakoniec — mówił z zadowoleniem d’Aigrigny — po tylu walkach, po tylu obawach, tylu przeprawach, już tylko kilka godzin oddziela nas od chwili, tak dawno oczekiwanej i upragnionej...