Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/63

Ta strona została przepisana.


ubrany po chłopsku mężczyzna, którego ojciec wprzód nie widział, rzucił się na armatę...
— Ach, nieszczęśliwy! jaka okropna śmierć!
— Tak, zapewne, powinienby być ma drobne kawałki rozerwany... A przecież nie...
— Co mówisz!
— To, co powiedział mi wasz ojciec. Nieraz on mawiał: „W tej chwili, kiedy ogień błysnął, mimowolnie zamknąłem oczy, żeby nie widzieć pokaleczonego trupa nieszczęśliwego, który poświęcił się dla mnie... I cóż powiesz? Otwieram oczy i widzę: człowiek ten stoi wśród dymu w tem samem miejscu, i łagodnie spogląda na kanoniera, który klęcząc, w tył pochylony, patrzy na niego z takim strachem, jakgdyby djabła samego miał przed sobą. Potem już go więcej nie widziałem — dodał wasz ojciec.
— Ależ, mój Dagobercie, czy to podobna?
— I ja mówiłem toż samo; wasz ojciec odpowiedział, że nie pojmuje, jak się to stać mogło: ale stało się tak właśnie. Widać że twarz tego człowieka nadzwyczajnie uderzyła waszego ojca, ponieważ dostrzegł, że musiał mieć lat około trzydziestu, że brwi czarne, gęste schodziły się z sobą jakgdyby jedna długa brew od skroni do skroni, nakształt czarnej pręgi na czole... Pamiętajcie o tem, moje kochane... dowiecie się zaraz dlaczego...
— Nie lękaj się, Dagobercie: nie zapomnimy.
— Jak to dziwnie: człowiek z czarną pręgą na czole.
— Słuchajcież: mówiłem wam, że pod Waterloo generał padł na polu bitwy jakby bez życia... W nocy, kiedy leżał na ziemi, w okropnej gorączce z powodu ran, wydało mu się, przy blasku księżyca, że ten sam człowiek, schyliwszy się ku niemu, spogląda nań smutnie, stara się zatrzymać krew, płynącą z jego ran i przywrócić go do zmysłów... Ojciec wasz, nie pamiętając prawdę co robi, odepchnął go i rzekł, że po tak nieszczęśliwej bitwie, najlepiej jest umrzeć, a ten jakoby mu odpowiedział: