Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/65

Ta strona została przepisana.


— Około trzydziestu.
— Jakże chcesz żeby on był tym samym człowiekiem, którego ojciec widział podczas bitwy?
— Prawda — rzekł Dagobert, po chwili milczenia, wzruszywszy ramionami — musiało mnie omylić nadzwyczjne podobieństwo... Musiał to być kto inny, podobny do niego... Ale...
— A jeżeli on, to czemuż od tego czasu nie postarzał się...
— A czy nie pytałeś go: czy to on dwa razy ocalił ojca naszego na wojnie.
— Z początku i do głowy mi to nie przyszło, a potem nie było czasu, bo on prędko odszedł. Zapytał mię więc, czy to jest wioska Miłosk? Tak jest, odpowiedziałem, ale skąd wiesz, że jestem Francuz?
— „Usłyszałem jak śpiewasz — odpowiedział — proszę mi powiedzieć, gdzie mieszka pani generałowa Simon“.
— „Tutaj mieszka, panie“.
Popatrzył na mnie kilka chwil w milczeniu, bo widział, że mnie te odwiedziny mocno zadziwiły, wziął potem za rękę i rzekł:
— „Jesteś przyjacielem generała Simon?
— Najlepszym jego przyjacielem“? — Wystawcie sobie moje zadziwienie, dzieci. — „Często z wdzięcznością mówił o tobie“.
— „Widziałeś więc generała“?
— „Tak... niebardzo dawno, w Indjach; ja także jestem jego przyjacielem, i przynoszę jego żonie list od niego. Powiedziano mi, że tu mieszka. Prowadź mię więc do generałowej“.
— Dobry wędrownik... ja go już kocham, — rzekła Rózia.
— On był przyjacielem naszego ojca — dodała Blanka.
— Prosiłem, aby zaczekał, obciąłem wprzód przygotować matkę waszą, żeby tak niespodziewana radość jej