Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/682

Ta strona została przepisana.


biały kołnierz. Piękna charakterystyczna głowa przedstawiała w swych zarysach ród dzielny, a pomimo, że te zarysy były surowe, jednakże przebijały się przez nie cierpienia, rezygnacja i nadewszystko niewymowna dobroć; czarne brwi dziwnem zrządzeniem natury rozciągały się od jednej do drugiej skroni jednym nieprzerwanym łukiem.
Tło obrazu przedstawiało także zachmurzone niebo; lecz za niewielu skałami widać było morze, którego widnokrąg jakby się łączył z ciemnemi chmurami.
— Jakież to szlachetne i piękne twarze! — rzekł do siebie staruszek, zbliżając się dla lepszego przypatrzenia się obrazom. — Lecz cóż to są za portrety?... do rodziny Rennepontów nie należą, gdyż, jak mi mówił ojciec, tamte mają być zgromadzone w sali żałobnej...
Po chwili zadumany rzekł:
— Trzeba pomyśleć o przygotowaniu wszystkiego do tego uroczystego zebrania... bo dziesiąta godzina już wybiła...
To mówiąc, Samuel poustawiał złocone krzesła wkoło okrągłego stołu, a następnie wyrzekł z zamyśloną miną:
— Godzina zbliża się, a jednak niema jeszcze dotąd żadnego z potomków dobroczyńcy mego dziada, prócz tego młodego księdza... Czyżby więc on jeden miał być przedstawicielem rodziny Rennepant‘ów... A ponieważ on jest księdzem... czyżby przeto rodzina ta na nim miała wygasnąć?...
Obrócił klucz dwa razy w zamku i otworzył podwoje.
Z wielkim smutkiem starzec ujrzał na ganku tylko Gabrjela, mającego obok siebie, z lewej strony Rodin‘a, a po prawej księdza d‘Aigrigny.
Notarjusz i Jezabel, która ich aż tu przywiodła, stali za trzema pierwszymi.
Samuel, głęboko westchnąwszy, rzekł do przybyłych:
— Panowie... wszystko przygotowane... możecie wejść...