Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/689

Ta strona została przepisana.


VI.
DRAMATY.

Gabrjel, stojąc drżący, patrzył na portret kobiety z coraz większem zdumieniem.
Po chwili rzekł zcicha, jakby sam do siebie:
— Mój Boże! czyliżby to być mogło, żeby los zdarzył takie podobieństwo!... Te oczy... zarazem tak śmiałe i smętne... to jej oczy... a to czoło... a ta bladość... tak, to jej rysy; to jej rysy twarzy!...
— Cóż ci jest, kochany synu — zapytał troskliwie ksiądz d‘Aigrigny, równie zdziwiony jak Samuel i notarjusz.
— Osiem miesięcy temu — odpowiedział misjonarz — byłem w mocy dzikich Indjan... między skalistemi górami... Przywiązano mnie do krzyża, zabierano się już do zdejmowania mi skóry z czaszki... byłbym już umarł... gdy Opatrzność Boska zesłała mi niespodziany ratunek... Tak, właśnie ta kobieta ocaliła mnie.
— Ta kobieta!... — powtórzyli razem ze zdziwieniem Samuel, ksiądz d‘Aigrigny i notarjusz.
— Tak, właśnieta sama kobieta — odrzekł Gabrjel cichym głosem — ta kobieta... albo raczej tak do tej podobna, iż gdyby ten obraz nie znajdował się tu od lat przeszło stu pięćdziesięciu, sądziłbym, że to jej portret... gdyż nie mogę sobie wytłómaczyć ani przypuścić, żeby tak uderzające podobieństwo mogło być trafem przypadkowym...
To powiedziawszy, Gabrjel rzucił się znowu zamyślony