Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/713

Ta strona została przepisana.


nakże malowidło to już od stu pięćdziesięciu lat tu się znajduje.
— Jakie niepojęte, niedocieczone podobieństwo! — myślą! sobie d‘Aigrigny, a potem, jakby uderzony nagłą myślą, zapytał Gabrjela:
— Czy to nie taż sama kobieta, co ci życie ocaliła w Ameryce?
— Tak, taż sama... — odrzekł z drżeniem Gabrjel, potem dodał sam do siebie: — Ależ wtedy powiedziała mi, że idzie ku Północnej Ameryce.
— A skąd ona wzięła się w tym domu? — zapytał d‘Aigrigny, zwracając się do Samuela.
— Powiedz-no, stróżu?... Czy ona weszła tu przed nami, czy też razem z nami?...
— Ja wszedłem tu pierwszy i sam jeden, gdy pierwszy raz, po półtora wieku, drzwi zostały otworzone — odpowiedział starzec poważnie.
— Ale raz jeszcze powtarzam, powinieneś wytłumaczyć obecność w tym domu tej kobiety — nastawał d‘Aigrigny, sam nie wiedząc, dlaczego jest niespokojny. — Kto ona jest i jak się tu dostała?
— Wiem tylko, że jak mnie zapewniał mój ojciec, mają być podziemne drogi między tym domem a miejscami odległemi od tej okolicy.
Rodin, podobnie jak wszyscy, zdziwił się nagłem, niespodziewanem zjawieniem się kobiety; lecz gdy zobaczył, że położyła przed notarjuszem opieczętowany pakiet, socjusz, zamiast myśleć o nadzwyczajnem zjawisku, zajęty był gwałtowną żądzą opuszczenia jak najśpieszniej tego domu i uniesienia z sobą skarbów, które na zawsze pozostać miały własnością Jezuitów; jednakże dręczył go jakiś tajemny niepokój na widok koperty zapieczętowanej czarnym lakiem, którą opiekunka Gabrjela położyła przed notarjuszem, a którą tenże machinalnie wziął do rąk.
Osądził więc socjusz, że jest to chwila najdogodniejsza, aby wśród ogólnego osłupienia i wciąż jeszcze trwającej ciszy, wymknąć się ze szkatułką; mrugnął więc na swego