Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/720

Ta strona została przepisana.


nie, w jakim obecnie znajdują się rzeczy, na nieszczęście, jest to coś gorszego nad niepomyślność... jest to wynik najzgrabniejszy dla towarzystwa, którego zresztą prawa do tych dóbr, jako ukrytych podstępem przed konfiskatą na naszą korzyść, są niezaprzeczalne... Przynajmniej sumiennie przekonany jestem, żem robił wszystko, aż do ostatniej chwili, dla obrony i zapewnienia naszych praw. Ale, powtarzam raz jeszcze, uważać należy tę sprawę za zupełnie i na zawsze straconą, i trzeba o niej zapomnieć“.
Socjusz, zamiast pisać dalej, co mu dyktowano, zerwał się nagle i rzucił pióro na stół, co usłyszawszy ksiądz, obrócił się ku niemu, spojrzał groźnie, i mocno zdziwiony zapytał:
— Hej!.. cóż to znaczy?
— To znaczy, że trzeba już raz skończyć! — rzekł socjusz sam do siebie — ten człowiek zwarjował!
— Cóż to znaczy?... opuszczasz swoje miejsce... nie piszesz? — pytał zdumiony d‘Aigrigny. Potem zwracając się do księżny, dodał:
— Jak widzę... on głowę stracił...
— Siadaj na swojem miejscu i pisz — rzekł do Rodina tonem pogardliwego politowania.
Socjusz, zupełnie obojętny na ten nowy rozkaz, wyprostował się, tupnął obcasem o kobierzec, założył ręce na krzyż na swym zatłuszczonym surducie i spojrzał śmiało na księdza d‘Aigrigny. Nie rzekł ani słowa, ale jego szpetna, zaczerwieniona twarz objawiła nagle wybitne poczucie swej wyższości. Ksiądz d‘Aigrigny, znając bardzo dobrze zwyczaje swego zgromadzenia, zrozumiał, że nie bez przyczyny, a raczej nie bez pewnego prawa, jego najpokorniejszy, najuniżeńszy sekretarz, tak nagle przybrać mógł ton znakomitej wyższości... Za późno... zbyt późno domyślił się wielebny ojciec, że ten podwładny mógł być zarazem szpiegiem i pewnym rodzajem doświadczonego pomocnika, który, stosownie do ustaw zgromadzenia, miał prawo i obowiązek, w pewnych nagłych wypadkach, usu-