Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/728

Ta strona została przepisana.


chwili w niebezpieczeństwie, w jakiem znajduje się umierający w ostatniej chwili konania... Ta wreszcie pomoc... może zdziesiątkować ludność, okryć całunem, który za sobą wlecze, całą tę przeklętą rodzinę, będzie jednak musiała oszczędzać owe niezmierne, wielkie ciało, którego nigdy nie osłabią członki zmarłe... bo duch jego... duch zgromadzenia jezuitów jest wieczny...
— Ależ, nakoniec, ta pomoc?
— Otóż tą pomocą — mówił dalej Rodin — tą pomocą, która postępuje, postępuje... zbliża się... wolnym krokiem, a której smutne przeczucia, wszędzie rozsiewane, oznajmią straszne przyjście...
— Jest?
Cholera!
Na to sławo, wymówione przez Rodina głosem urwanym, skrzypiącym, księżna i d‘Aigrigny zbledli i dreszczem zostali przejęci. Wzrok Rodina był ponury i zimny, jakby wzrok trupa. Nastąpiła chwila ciszy. Rodin pierwszy ją przerwał. Ciągle zimny, nieczuły, rozkazującem skinieniem pokazał księdzu stół, ponad którym przed chwilą jako skromny i pokorny sekretarz sam siedział, i rzekł krótko:
— Pisz!
D‘Aigrigny wzdrygnął się na ten niespodziany rozkaz, przypomniawszy jednak sobie, że z przełożonego stał się podwładnym, wstał, skłonił się przed Rodinem, a usiadłszy przy biurku z piórem w ręku, rzekł:
— Jestem gotów...
Rodin dyktował, a d‘Aiigrigny pisał, co następuje:
„Przez nieudolność księdza d‘Aigrigny, sprawa o dziedzictwo Rennepont‘ów wielką dziś poniosła szkodę. Spadek ten wynosi dwieście dwanaście miljonów. Jednakże, pomimo tego niepowodzenia, sądzimy, że zdołamy pozbawić rodzinę Rennepont‘ów wpływu szkodzenia naszemu zgromadzeniu i tego dokażemy, że te dwieście dwanaście miljonów, jako prawnie naszemu zgromadzeniu należne,