Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/754

Ta strona została przepisana.


do żartów — przerwał jej Rodin tak smutnie, że Róża Pompon, prawie wyrzucając sobie swoją żartobliwość, zapytała:
— Ależ przecie, skąd pan znasz Cefizę?
— Niestety! moja panienko, nie znam jej... ale znam dobrego chłopaka, który się w niej szalenie kocha!...
— Jakóba Rennepont?...
— Przezwanego Leżynago... W tej chwili siedzi on w więzieniu za długi... — odrzekł Rodin z westchnieniem — widziałem go tam wczoraj.
— Jakże się on ma? — zapytała Róża Pompon z wielkiem zajęciem, klasnąwszy w dłonie — kiedy tak, chodź natychmiast powiedzieć Cefizie o jej kochanku...
— Moja dobra panienko, chciałbym dać jej same tylko dobre wieści o tym dobrym chłopaku, którego bardzo kocham, pomimo jego usterek (a któż od nich jest wolny... któż nie błądzi?) Powiem więcej, — dodał Rodin — lubię go za jego głupstwa: bo niech ludzie mówią, co chcą, tacy, co to wspaniałomyślnie rozrzucają wiele pieniędzy dla innych, zawsze mają dobre serce.
— Jak widzę, pan jest bardzo dobrym człowiekiem. Ale dlaczego nie chcesz pan odwiedzić Cefizy i powiedzieć jej cośkolwiek o Jakóbie?...
— Nacóż mówić jej to, co ona wie i bez tego? Jabym pragnął wydźwignąć tego dobrego chłopca z jego nieszczęśliwego położenia...
— Ach, panie, zrób to, a ja i Cefiza ucałujemy cię serdecznie.
— Szkoda byłoby waszego trudu, moja kochana panienko. Ja nie potrzebuję nagrody, gdy mam komu co dobrego zrobić.
— A więc pan masz nadzieję, że będziesz mógł wydobyć Jakóba z więzienia?
Rodin pokiwał głową.
— Spodziewałem się... zapewne... Lecz teraz... wszystko się zmieniło...