Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/763

Ta strona została przepisana.


do tego samego celu, wpajając w pannę de Cardorille przekonanie, iż wytoczenie sprawy będzie niebezpieczne przedewszystkiem dla jej wybawców, aby ją odwieść od zamiaru wszelkiego poszukiwania.
A, jednak, pomyślawszy o tem, co wycierpiała w tym domu, policzywszy słuszne urazy, jakie przypominało jej serce, okrutną wydało się Adrjannie rzeczą wyrzec się przykrej rozkoszy i wykrycia i pomieszania tylu niegodziwych intryg.
— Nareszcie, panie Baleinier — rzekła Adrjanna, nie mogąc ukryć swego niepokoju — przypuśćmy, że dla jakichbądź powodów skłonię się do zaniechania wszelkich skarg, że zechcę zapomnieć o wyrządzonych mi krzywdach, kiedyż przecie stąd wyjdę?
— Nic o tem nie wiem, gdyż nie mogę wiedzieć, kiedy pani będziesz zupełnie wyleczona — odrzekł łagodnie doktór. — Obecnie jesteś pani na wybornej drodze... lecz...
— Ciągle taż sama bezczelna, głupia komedja — przerwała mu z gniewem Adrjanna. — Proszę przynajmniej powiedzieć mi, jak długo jeszcze mam być trzymaną w tym obmierzłym domu?... bo przecież... spodziewam się, że kiedyś stąd wyjdę?
— O! tak, i ja mam nadzieję! — odrzekł jezuita z politowaniem — ale kiedy, o tem nie wiem. Zresztą, otwarcie muszę panią przestrzec, że przedsięwzięto wszelkie środki ostrożności, aby zapobiec takim napaściom, jak zaprzeszłej nocy... A wszystko to dla dobra pani, aby ta nieszczęsna główka znowu nie wpadła w jaki szał.
— A więc, panie, — zapytała zaniepokojona Adrjanna — w porównaniu z tem, co mnie czeka, upłynione dni były jakby swobodne.
— Chodzi tu przedewszystkiem o pani dobro.
Panna de Cardoville, widząc, jak bezsilnemi są jej gniew i rozpacz, boleśnie westchnęła i zakryła twarz rękami.