Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/768

Ta strona została przepisana.


— Proszę mi powiedzieć! — zapytał de Gardande, zwracając się do Adrjanny — czy prawdą jest, żeś pani podstępnie została sprowadzoną do tego domu?
Nie uczucie podłej, pospolitej zemsty, ale słuszne oburzenie na haniebną obłudę powodowało Adrjanną.
— Pozwól pan uczynić sobie nawzajem zapytanie. Czy odpowiedź, jaką mam dać panu, będzie uważaną za formalne oskarżenie?
— Przedewszystkiem przybywam tu, aby wykryć prawdę... żadne więc względy nie powinny wstrzymać panią od jej wyjawienia.
— Niech i tak będzie! Lecz czy wolno mi będzie potem zaprzestać dochodzenia wskutek zeznań, jakie obecnie panu uczynię?
— Niema wątpliwości, że pani wolno będzie zaniechać potem wszelkiego dochodzenia, ale sprawiedliwość ujmie się za panią w imię sprawiedliwości, jeśli ta w osobie pani została obrażoną.
— Czyż nie pozwolonoby mi było przebaczyć mym prześladowcom?...
— Pani za swoją osobę będzie mogła przebaczyć, zapomnieć; ale mam zaszczyt to pani powtórzyć, że sprawiedliwość nie może okazać takiej pobłażliwości... Sposób tłómaczenia się pani, objawienie szlachetnych uczuć, godność w zachowaniu się — wszystko to daje mi przekonanie, że powiedziano mi prawdę.
— Panie sędzio! — odezwał się doktór Baleinier, odzyskując w zupełności zimną krew — czy raczysz pan przynajmniej zakomunikować mi zeznanie, jakie panu uczyniono?
— Zapewniono mnie, — odparł surowym tonem urzędnik — że panna de Cardoville została tu przyprowadzona podstępnie.
— Zaprzeczyć nie mogę, — odrzekł jezuita, po krótkim namyśle, — że panna de Cardoville przywiezioną została sposobem podstępnym.