Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/77

Ta strona została przepisana.


ROZDZIAŁ X.
KLATKI.

Podczas gdy córki generała Simon z tkliwem wzruszeniem czytały wyjątki z dziennika swego ojca, tajemnicza scena odbywała się w menażerji pogromcy zwierząt.
Morok uzbroił się; na łosiowy kaftan wdział koszulę z drutu stalowego, giętką jak płótno, twardą jak djament; ręce okrył naramiennikami, nogi nagolennikami, wzuł żelazne buty; to uzbrojenie pokrył szerokiemi pantoflami, wdział na siebie obszerne futro, starannie pozapinał się, i wziął w rękę długi pręt żelazny rozpalony do czerwoności, osadzony w drewnianej rękojeści.
Lubo już oddawna zręcznością i dzielnością Moroka poskromione, jego tygrys Kain, jego lew Judasz i czarny ryś Śmierć, w napadzie drapieżnym chciały jeszcze aprobować na nim swych kłów i pazurów; ale rozdarłszy mu futro tępiły pazury o stalową koszulę, łamały zęby na uzbrojonych żelazem nogach i rękach, kiedy tymczasem dotknięcie czarodziejskiej metalowej laski przypiekało im skórę, pozostawiając na niej ślady spalenizny.
Poznawszy, że napróżnoby kąsały, mocną pamięcią obdarzone już z natury zwierzęta, widząc, że Moroka ranić nigdzie nie można, zaniechały zemsty. Bojaźliwa ich uległość doszła do tego stopnia, że podczas publicznych popisów, pan ich, skinieniem swej laseczki oklejo-