Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/801

Ta strona została przepisana.


wienia Adrjanny względem Dżalmy, pokrył jednak swe nieukontentowanie i rzekł:
— Życzenia pani będę się starał ściśle wypełnić i jutro, jeśli pani pozwoli, przyniosę, jak się spodziewam, pomyślne wiadomości...
— Więc do jutra... oczekiwać pana będę z wielką niecierpliwością — rzekła Adrjanna, serdecznie ściskając rękę jezuicie. — Musisz być łaskaw dla mnie, gdyż przewiduję, że jeszcze o wiele rad, o wiele przysług prosić mi pana wypadnie... mnie, która już tyle winna panu jestem...
— Nigdy mi, kochana pani, nigdy zawiele winną nie będziesz — odrzekł Rodin, nisko się kłaniając i postępując ku drzwiom.
W chwili, kiedy już miał wyjść, napotkał Dagoberta.
— Ha! tuś mi... przecież mam choć jednego!... — zawołał żołnierz, silnie chwyciwszy ręką za kark jezuitę.