Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/818

Ta strona została przepisana.


pierają się sami swego istnienia, ażeby tym sposobem ujść mogli oka swych przeciwników, już znowu przeciwnie, głoszą zuchwale czynną potęgę swego wiecznie żyjącego towarzystwa, aby zastraszyć lękliwych — Rodin śmiał się głośno w oczy owemu rządcy dóbr Cardoville, gdy ten mówił o istnieniu jezuitów; gdy tymczasem teraz, opisując ich sposoby działania, usiłował, i po części udało mu się, rzucić w umysł panny de Cardoville zaród postrachu, który powoli, w miarę rozmyślania nad tem, co jej powiedział, miał się zamienić w lękliwość, a wszystko posłużyć miało jego zgubnym, względem niej powziętym zamiarom.
Co się tyczy Garbuski, ta ciągle obawiała się Rodina; z tem wszystkiem prawie mimowolnie była mu wdzięczną za pożyteczne rady, których udzielił pannie de Cardoville.
Spojrzała nań znowu ukradkiem, a tym razem w oku jej malowała się już wdzięczność, połączona, iż tak powiem, z podziwem.
Odgadując to wrażenie, chcąc je wzmocnić jeszcze, a przy tem usiłując zatrzeć i usunąć szkodliwe uprzedzenie Garbuski, a nadewszystko chcąc uprzedzić odkrycie, któr prędzej czy później miało nastąpić, jezuita udał, że zapomniał o czemś bardzo ważnem i, uderzywszy się w czoło, zawołał:
— O czemże to ja myślałem?
Potem, zwracając się do Garbuski, zapytał:
— Czy nie wiesz, moje dziecko, gdzie jest obecnie twoja siostra?
Garbuska zarumieniona odrzekła:
— Już od kilku dni nie widziałam mej siostry.
— A więc, moje dziecko, powiem ci, że ona teraz jest w najnieszczęśliwszem położeniu. Przyrzekłem jej przyjaciółce postarać się dla niej o wsparcie; udałem się do osoby dobroczynnej, i oto co mi dla niej ofiarowano.
I wydobył z kieszeni zapieczętowaną rolkę, którą podał Garbusce, równie zdziwionej, jak zawstydzonej.
— Masz więc biedną siostrę... a ja nic o tem nie wie-