Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/820

Ta strona została przepisana.


ko aktorów tej sceny, Rodin cofnął się o kilka kroków i wymknął się za drzwi tak, iż nikt tego nie dostrzegł.
Podczas gdy żołnierz, pogrążony nagle w największej rozpaczy, patrzył na pana de Garnande, niecierpliwie oczekując jego odpowiedzi, Adrjanna zapytała:
— Ależ, na Boga! cóż panu odpowiedziała przełożona klasztoru, gdyś się zapytał o panny Simon?
— Przełożona odmówiła mi wszelkich objaśnień w tym przedmiocie. „Nie mam nic do odpowiedzenia panu w tym względzie... Powiadasz, że jesteś upoważniony do prowadzenia śledztwa, a więc dobrze, prowadź je...“
— Nie mogąc otrzymać innego wyjaśnienia, — dodał sędzia — przebiegłem wszystkie zakątki klasztoru, kazałem otworzyć wszystkie cele... ale, na nieszczęście, nie znalazłem nigdzie śladu tych dziewcząt...
— Pewno wysłano je gdzie, w inne miejsce... — mniemał Dagobert — a któż wie... może bardzo chore... O, mój Boże! zamęczą je, umorzą je!.. — wołał zrozpaczony żołnierz.
— Po takiej odpowiedzi, mój Boże cóż tu robić? Ach! panie, zmiłuj się, poradź nam, — rzekła Adrjanna, odwracając się i chcąc mówić do Rodina.
Lecz, spostrzegłszy, że jezuita zniknął, zdziwiona zapytała Garbuskę:
— A gdzież pan Rodin?
— Nie wiem pani, — odpowiedziała szwaczka, oglądając się wokoło — gdzieś wyszedł.
— Dziwna rzecz... — odrzekła Adrjanna — zniknął tak nagle, nie powiedziawszy ani słowa!...
— Nie mówiłem pani, że to jest zdrajca! — zawołał Dagobert, tupnąwszy nogą ze złości — oni się wszyscy znają.
— Nie, nie, — odpowiedziała panna de Cardoville — nie przypuszczaj pan takich rzeczy.
— Przyznam się pani, że niemal polegałem na nim — rzekł pan de Garnande — i powróciłem tu, już-to aby za-