Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/821

Ta strona została przepisana.


wiadomić panią o niepomyślnym skutku mych poszukiwań, już żądać od tego zacnego człowieka, który nie wahał się odkryć tak haniebnych intryg, aby nas oświecił swemi radami.
Dziwna rzecz! już od kilku chwil Dagobert, głęboko zamyślony, nie zwracał uwagi na tak ważne dla niego słowa sędziego; a nawet nie dostrzegł, kiedy ten wyszedł. Pan de Garnaide, żegnając się z Adrjanną, przyrzekł, że niczego nie zaniedba, aby wykryć prawdę w przedmiocie zniknięcia sierot.
Zaniepokojona takiem milczeniem, pragnąc nadto jak najprędzej dom ten opuścić i wezwać żołnierza, aby jej towarzyszył, Adrjanna dała znak Garbusce i już zbliżała się do Dagoberta, gdy wtem usłyszano zewnątrz prędkie stąpanie przez pokój, i dźwięczny męski głos, wołający niecierpliwie:
— Gdzie on jest?... gdzie jest?
Na ten głos Dagobert, jakby ze snu obudzony zerwał się i poskoczył ku drzwiom.
W otwartych drzwiach, na progu, ukazał się marszałek Simon.