Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/845

Ta strona została przepisana.


mych, drudzy daleko szczęśliwsi, obdarzeni są instynktem zachowania tych, których kochają... Taki instynkt Bóg mi dał... Zdradzają panią, powtarzam... zdradzają panią!.
W chwili, kiedy miała odpowiedzieć Garbusce, zapukano do drzwi salonu, w którym odbywała się ta scena, i weszła Floryna. Widząc pomieszanie w twarzy swej pokojówki, panna Cardoville żywo rzekła do niej:
— Floryno!.. cóż mi powiesz nowego? Skądże wracasz?
— Z pałacu Saint-Dizier, proszę pani.
— Pocóżeś tam jeździła? — zapytała zdziwiona panna de Cardoville.
— Dziś rano, panna (tu Floryna wskazała Garbuskę) zwierzyła mi swoje podejrzenia, swoją obawę, które ja podzielałam z nią. Odwiedziny księdza d‘Aigrigny u pana Rodina uważałam za rzecz bardzo ważną. Pomyślałam sobie, że jeżeli w tych dniach pan Rodin pójdzie do pałacu Saint-Dizier, niewątpliwą będzie rzeczą, że zdradza.
— Słusznie! — rzekła Adrjanna, coraz niespokojniejsza — cóż tedy?
— Ponieważ pani mi kazała dojrzeć, gdy będą przeprowadzali z pawilonu rzeczy, których została się tam jeszcze znaczna ilość, dla otworzenia więc pokojów potrzeba mi było udać się do pani Grivois: miałam zatem powód, by wrócić się do pałacu.
— Potem... Floryno... potem?
— Starałam się naprowadzić panią Grivois na rozmowę o panu Rodinie; ale nadaremno.
— Nie ufają pannie — rzekła Garbuska. — Tego się można było spodziewać.
— Pytałam się jej, czy był w tych dniach w pałacu pan Rodin? — mówiła dalej Floryna — ona powiedziała mi, aby zbyć. Wtedy, nie mając nadziei dowiedzenia się czegoś, odeszłam od pani Grivois i, żeby bytność moją tam nie wzbudziła jakiego podejrzenia, poszłam do pawilonu; wtem, przechodząc z alei, co widzę? i kilka kroków ode-