Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/852

Ta strona została przepisana.


— Cóż więc, kochany książę!
— W każdym kraju na świecie, pod żadnym pozorem, człowiek uczciwy, jeżeli jest przyjacielem innego człowieka, ukrywać się z tem nie powinien.
— A jeżeli niebezpiecznie jest dla niego oświadczać się z tą przyjaźnią... — rzekł Rodin, bardzo niespokojny z powodu takiego toku rozmowy. — A gdyby też właśnie księciu groziło niebezpieczeństwo, w razie gdyby ta przyjaźń została odkryta?
— Nic nie przyjmuję od przyjaciela, który mniema, że zdolny jestem zaprzeć się go przez podłość...
— Ależ, na Boga! a gdyby tu szło o kobietę! — zawołał Rodin, podniecony do ostateczności, biegnąc ku niemu; rzeczywiście bowiem, lękał się, aby Dżalma nie wyszedł z domu i żeby tem nie zniweczył jego zamiarów.
Na ostatnie słowa, wymówione przez Rodina, Indjanin zatrzymał się nagle.
— Kobieta? — odrzekł drżącym głosem, z uszanowaniem, składając ręce.
I na jego twarzy malowało się niewymowne, głębokie zachwycenie.
— Kobieta?.. — mówił jeszcze — Paryżanka?...
— Tak, kochany książę, kiedy mnie zmuszasz do tej otwartości, wyznać ci muszę, że to jest kobieta... zacna Paryżanka... godna matrona... pełna cnót, której podeszły wiek zasługuje ze strony księcia na szacunek.
Po miłosnem, namiętnem uczuciu, jakie chwilowo zabłysło na twarzy księcia, nastąpił wyraz tkliwego uszanowania; spojrzał na Rodina z rozrzewnieniem i rzekł mu wzruszonym głosem:
— A więc ta kobieta jest dla mnie matką?
Trudno opisać, z jakim wdziękiem, melancholijnym i czułym, wymówił Indjanin słowo „matka“.
— Teraz, kochany książę, pozwól powiedzieć sobie, jakie są życzenia twej macierzyńskiej przyjaciółki... Ten dom pozostanie zawsze do twego rozporządzenia, jeżeli ci się