Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/854

Ta strona została przepisana.


— Niestety! kochany książę, przypatrz się mi, czy to dla mnie byłaby rola... A potem, uważasz, książę, pan Montbron potrafi lepiej ode mnie znaleźć się między ludźmi w świecie, w którym ma... oświecić cię względem sideł, jakieby zastawić na cię chciano. Bo masz nieprzyjaciół, nikczemnych nieprzyjaciół, którzy niegodziwym sposobem nadużywają twego zaufania, którzy naigrawali się z ciebie. A skoro, na nieszczęście, ich potęga dorównywa ich złości, roztropniejszą byłoby może dla ciebie rzeczą unikać ich... chronić się...
Na wspomnienie tych nieprzyjaciół, na myśl unikania ich Dżalma wzdrygnął się cały, twarz jego nagle zbladła, zsiniała: oczy jego zaiskrzyły się tłumionym ogniem; nigdy pogarda, nienawiść, pragnienie zemsty, nie wystąpiły wyraźniej na twarzy ludzkiej...
Rodin zawołał:
— Kochany książę!... co ci jest? przerażasz mnie.
Dżalma nic nie odpowiedział, pochylony na krześle, ręce trzymając ściśnięte ze złości, jednę z drugą zwarte, zdawał się trzymać poręczy krzesła z bojaźni, aby go nie uniósł straszny napad wzburzonego gniewu... Przypadek zdarzył, że w tej chwili cybuch fajki potoczył się mu pod nogi. Dżalma był tak silny, iż szybkiem poruszeniem nogi skruszył bursztyn, pomimo jego twardości.
— Ależ, na Boga! książę, co ci jest? — zawołał Rodin.
— Tak zetrę mych podłych nieprzyjaciół! — zawołał Dżalma, rzuciwszy na Rodina groźnem, zaiskrzonem okiem.
Potem, jakby te słowa doprowadziły do najwyższego stopnia jego zapalczywość, zerwał się z krzesła, i z obłąkanym wzrokiem biegał tu i owdzie pa sali, jakby szukał oręża. Była to bezsilna wściekłość dzikiego zwierza, miotającego się w klatce, gdy łaknie krwi.
Tak więc młody Indjanin był bardzo piękny i bardzo dziki: widać było po nim, że posiada wrodzony instynkt ognisty, ślepy, nieustraszony, w owej chwili, jak spostrzec