Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/860

Ta strona została przepisana.


„Dostatecznie znany ci jest tok sprawy i wiesz, kim jesteśmy, ile możemy; pojmujesz, że, oddalając cię, chcemy się tylko pozbyć mniej szkodliwego, ale bardzo uprzykrzonego nieprzyjaciela; nie zaślepiaj się pierwszymi krokami, które ci się jako tako udały. Skutki twego doniesienia będą znikome, gdyż jest ono potwarcze; sędzia, który poważył się przyjąć je, gorzko żałować będzie swej haniebnej stronności. Z niniejszego listu zrobić możesz użytek, jaki ci się podoba.
„Wiemy do kogo ipiszemy, co piszemy i jak piszemy. Odbierzesz ten list o godzinie trzeciej. Jeżeli o czwartej nie otrzymamy od ciebie wyraźnego przyzwolenia, z podpisem własnoręcznym tu, na dole tego listu... rozpocznie się nanowo wojna... nie jutro, ale jeszcze dziś wieczorem“.
Skończywszy czytanie, Dżalma spojrzał na Rodina, który mu rzekł:
— Pozwól mi, książę, zawołać Faryngeę.
I, mówiąc to, zadzwonił.
Metys wszedł.
Rodin wziął list z rąk Dżalmy, rozdarł go na dwoje, zgniótł w ręku, tak, iż zrobiła się z niego gałka i, podając go metysowi, rzekł:
— Oddasz to posłańcowi, który czeka, i powiesz mu, że taka jest moja odpowiedź na ten bezczelny i niegodziwy list; rozumiesz mnie dobrze: na ten niegodziwy, zuchwały list.
— Rozumiem... dobrze rozumiem — odpowiedział metys i wyszedł.
— Może to niebezpieczna wojna dla ciebie, mój ojcze — rzekł przyjacielskim tonem młody Indjanin.
— Tak, kochany książę, niebezpieczna, może nawet.... Ale ja nie postępuję tak, jak ty... mój książę... nie chcę zabijać mych nieprzyjaciół dlatego, że są podli i złośliwi... pokonywam ich... pod tarczą prawa. Mnie więc naśladuj...
Potem, widząc występujący rumieniec i oburzenie na twarzy Dżalmy, Rodin dodał: