Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/862

Ta strona została przepisana.


din, postąpiwszy znowu ku oknu, zasłoniętemu sztorą. — Posłuchaj tylko, kochany książę, przed kilku dniami... ta szlachetna kobieta powiedziała mi szacowne słowa, których nie zapomnę: Panie, kiedy mam podejrzenie na kogo, a kogo szanuję lub kocham...
Rodin nie dokończył.
Tak gwałtownie z zewnątrz wstrząśnięto sztorą, iż pękła sprężyna, ku wielkiemu zdziwieniu Dżalmy i ujrzał on pannę Cardoville.
Wydała się Dżalmie tak zachwycającą, iż zdawało su młodemu Indjaninowi, że chyba marzy o takiem zjawisku.
Ręce złożywszy, z otwartemi szeroko oczyma, lekko pochylony naprzód, jakby przyklęknął do modlitwy, stał osłupiały i zdumiony.
Panna Cardoville, wzruszona, nieco się zarumieniwszy nie wchodząc do salonu, stała na progu drzwi, prowadzących do oranżerji. Wszystko to się stało w krótszym, aniżeli na opisanie tego potrzeba, czasie; i ledwo też sztora została podniesiona, kiedy Rodin, udając zdziwienie, zawołał:
— Pani tu jesteś!
— Tak, panie... — odrzekła Adrjanna zmieszanym głosem — przybywam, aby dokończyć zdania, które pan niedawno zacząłeś. Powiedziałem panu, że, gdy mi padnie na myśl podejrzenie, oznajmiam je głośno osobie, która je we mnie wzbudziła. A więc przyznaję się przy tej sposobności, że o mało co nie zbłądziłam: przybyłam tu śledzić pana... Pierwszy to raz w mem życiu poniżyłam się aż do podstępu... słabość ta godną jest ukarania, poddaję się mu; daję panu zadosyćuczynienie: jeżeli żądasz, przeproszę cię... Następnie — zwracając się do Dżalmy, dodała: — Teraz książę, nie można dalej utrzymywać tajemnicy... jestem twoją krewną, jestem panna Cardovilel, i spodziewam się, że przyjmiesz gościnność od siostry, jak przyjmowałeś od matki.
Dżalma nic nie odpowiedział.