Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/873

Ta strona została przepisana.


się... zawsze ukrywałem przed tobą moje miłostki... a to z przyczyny, że, lubo wszystko powiedzieć można siostrze... jednakże są rzeczy, o których nie wypada mówić godnej, uczciwej dziewczynie, jaką ty jesteś... Lecz przez to samo, że wstrzymałem się mówić ci kiedykolwiek o moich miłostkach, myślałem sobie: jeżeliby mi się zdarzyło coś naprawdę... gdyby nastąpić miała miłość, prowadząca do małżeństwa!... och! wtedy moja kochana Garbuska pierwsza wiedziałaby o tem.
— Och! jak dobry jesteś, mój Agrykolo...
— A więc tedy... to coś, naprawdę teraz nastąpiło... zakochałem się szalenie i myślę się żenić.
Na te słowa Agrykoli, Garbusce zdawało się, że krew w niej się zatrzymała i ścięła się jak lód w żyłach przez kilka chwil... myślała, że umrze... serce jej bić przestało, czuła, że nie pęka, ale że się topi i niknie... Potem znalazła w sobie niesłychaną siłę: podniosła głowę, spojrzała spokojnie w oczy kowalowi prawie pogodnem okiem i rzekła mu pewnym głosem:
— Ach! to kochasz kogoś... naprawdę...
— To jest, kochana Garbusko, od czterech dni... nie żyję... czyli raczej tylko tą miłością żyję...
— Dopiero od czterech dni... od czterech dni... zakochałeś się?...
— Nie więcej, jak od czterech dni; ale tu czas nic nie znaczy.
— I twoja kochanka... jest piękna?
— Brunetka... kibić nimfy, biała jak lilja... oczy niebieskie... wielkie, a tak miłe... tak dobre, jak twoje....
— Pochlebiasz mi, Agrykolo.
— Nie, nie... ja pochlebiam Anieli... bo takie jej imię...
— Prześliczne imię!...
— A więc, wyobraź sobie, że to imię zdaje się być obrazem nietylko jej postaci, ale jej serca... słowem... jest to serce, przynajmniej mnie się tak zdaje, równe twojemu.
— Ona ma moje oczy... moje serce... — rzekła Gar-