Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/875

Ta strona została przepisana.


łagodnym, smętnym głosem — ważna to rzecz!... idzie tu o szczęście na całe twe życie...
W tej chwili zapukano do drzwi.
— Proszę — rzekła Garbuska.
Weszła Floryna.
Garbuska wstała i, zwracając się do kowala, rzekła:
— Czy chcesz czekać przez chwilę, Agrykolo? zapytam pannę Cardoville, którego dnia będę mogła oddalić się i wrócę zaraz uwiadomić cię. — To mówiąc, młoda dziewczyna wyszła, zostawiwszy Agrykolę z Floryną.
— Pragnąłbym podziękować dziś pannie Cardoville — rzekł Agrykola — ale obawiam się, żebym się nie naprzykrzał.
— Pani jest trochę słaba — rzekła Floryna — i nikogo dziś nie przyjmowała; lecz jestem pewna, że, skoro jej będzie lepiej, z przyjemnością widzieć będzie pana u siebie.
Garbuska powróciła i rzekła do Agrykoli:
— Jeżeli chcesz, przyjdź po mnie jutro o trzeciej godzinie, abyś nie zmarnował całego dnia; pójdziemy do fabryki, a wieczorem odprowadzisz mnie.

Tegoż dnia, gdy wszystko uciszyło się w pałacu, Garbuska, która aż do dziesiątej godziny zabawiła u panny Cardoville, wróciła do sypialni, zamknęła drzwi na klucz, poczem, sama, już, swobodna, rzuciła się na kolana przed krzesłem i rzewnie zaczęła płakać.
Długo płakała biedna dziewczyna, bardzo długo.
Wreszcie otarła oczy, przystąpiła do biurka, otworzyła szufladkę, wyjęła schowany w skrytce rękopis, który szybko przejrzała poprzedniego dnia Floryna, i przez znaczną część nocy pisała jeszcze.