Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/889

Ta strona została przepisana.


XXII.
SCHADZKA WILKÓW.

Było to w niedzielę rano.
Dwaj mężczyźni rozmawiali z sobą, siedząc w karczmie w wiosce Villiers, leżącej niedaleko od fabryki pana Hardy. Wieś ta zamieszkana była po większej części przez robotników, obrabiających i wydobywających kamienie w przyległych kopalniach. Nic grubszego, przykrzejszego i mniej zyskownego nad pracę tych rzemieślników. Nieszczęście i ciemnota bywają zawsze przyczyną wielkiego zła, albowiem zazdroszczono szczęścia robotnikom pana Hardy, ale jeszcze nie miano powodu nienawidzieć ich, jak to miało miejsce obecnie. Od czasu, jak skryci nieprzyjaciele fabrykanta, związani z panem Tripeaud, jego konkurentem, zaczęli mieć w tem własny interes, aby ten spokojny stan rzeczy zmienił się... dokazali tego swemi zabiegami. Korzystając z coraz większej obawy zbliżającej się podówczas cholery, rzucano postrach w te słabe i łatwowierne umysły, wskazując im fabrykę pana Hardy, jako ognisko zepsucia, potępienia, mogące sprowadzić pomstę niebios na całą okolicę. Już i tak rozjątrzonych zawiścią mężów podburzały jeszcze bezustannie żony, które, obałamucone mowami księdza, przeklinały to gniazdo bezbożników, mogące ściągnąć na cały kraj klęskę. Znaczna liczba robotników pana Hardy, nim jeszcze weszli do jego fabryki, byli członkami towarzystwa rzemieślniczego, na-