Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/897

Ta strona została przepisana.


mieniec okrył jej twarz, gdy ujrzała wchodzącego Agrykolę.
— Pani, — rzeki kowal — przychodzę dopełnić mej obietnicy, jeżeli mama pani pozwoli.
— Dobrze, panie Agrykolo, pozwalam — uprzejmie odpowiedziała matka młodej dziewczyny. — Nie chciała ona zwiedzić wspólnego domu i należących do niego części ani ze swym ojcem, ani z bratem, aby mieć przyjemność oglądać go z panem dziś, przy niedzieli... już od godziny wygląda pana niecierpliwie!
— Racz mi, pani, przebaczyć, — rzekł wesoło Agrykola — że, myśląc o przyjemności oglądania jej... zapomniałem o godzinie... Więcej nie mam do powiedzenia na moje usprawiedliwienie.
— Ach! moja mamo... — rzekła dziewczyna do matki z niejakim żalem i zaczerwieniona jak wiśnia — pocóź mama mówi takie rzeczy?
— No, no, czy to prawda, czy nie? Wszak ja ci nie przyganiam, i owszem. Idź, moje dziecko! pan Agrykola wytłómaczy ci wszystko lepiej, niż ktokolwiek inny; zobaczysz, ile to wszyscy rzemieślnicy w fabryce pana Hardy są jemu winni.
— Panie Agrokolo, — rzekła Aniela, zawiązując wstążki swego ładnego czepeczka — jaka to szkoda, że nie będzie z nami pańska przybrana siostrzyczka!
— Garbuska? słusznie pani mówisz, ale co się odwlecze, to nie ociecze.
Aniela, pocałowawszy matkę, podała rękę Agrykoli i wyszła.
— Ach! panie Agrykolo, — rzekła Aniela — jak ja się zdziwiłam, gdy pierwszy raz weszłam do tego pięknego domu, ja, com się przyzwyczaiła patrzeć na nędzę rzemieślników w naszej prowincji... Doprawdy, jest to rozkoszne mieszkanie: zdaje mi się, że to marzenie, i kiedy pytam mamę, aby mi to wszystko wytłómaczyła