Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/901

Ta strona została przepisana.


chet, oddzielających ogród od strony wielkiej alei, ododdzielającej warsztaty od wspólnego domu. Mocny powiew wiatru przyniósł zdaleka wojenną wrzawę i odgłos wojskowej muzyki; potem słychać było tętent dwóch galopujących koni, coraz bliżej, i wkrótce też przybiegł jenerał na karym, pięknym koniu, okrytym karmazynowym czaprakiem; podobnie jak za cesarstwa miał na nogach wielkie, palone buty z ostrogami, i był w białych spodniach; jego granatowy mundur błyszczał złotemi haftami, miał na sobie wielką wstęgę Legji Honorowej, na szlifie na prawem ramieniu cztery gwiazdki, kapelusz obszyty szerokim galonem z białemi piórami, oznaka samych tylko marszałków Francji. W chwili, kiedy marszałek Simon, albowiem był to on, znalazł się przy Anieli i Agrykoli, zatrzymał nagle konia, zsiadł z niego i rzucił złote cugle masztalerzowi, który mu konno towarzyszył.
— Gdzie mam czekać na księcia? — zapytał masztalerz, stojąc wyprostowany.
— Na końcu alei — odpowiedział marszałek.
I, zdjąwszy kapelusz z uszanowaniem, żywo śpieszył naprzeciwko osoby, której Aniela i Agrykola nie widzieli jeszcze. Był to starzec dziarskiej jeszcze postawy, miał na sobie schludną bluzę, sukienną furażerkę na głowie, pokrytej białym włosem, ręce w kieszeniach.
— Dzień dobry, kochany ojcze! — rzekł z uszanowaniem marszałek, całując z uczuciem starego rzemieślnika. — Byłem obecny tu na rewizji... i skorzystałem ze sposobności, aby pośpieszyć do kochanego ojca.
Aniela, widząc, że ten tak pyszny jenerał, którego nazywano księciem, ma ojca starszego rzemieślnika w bluzie, tak była zdumiona, iż, osłupiała spojrzawszy na Agrykolę, rzekła mu:
— Jakto!... ten stary robotnik?...
— Jest ojcem marszałka, księcia de Ligny... przyjaciela... tak, mogę to powiedzieć, — dodał Agrykola gło-