Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/904

Ta strona została przepisana.


— Dziś lub jutro pewno powróci.
— Niewiadomo panu, o której godzinie przybędzie?
— Nie zdaje mi się, żeby o tem kto mógł wiedzieć; ale może odźwierny fabryki, który jest zarazem odźwiernym domu pana Hardy, będzie mógł powiedzieć o tem pani coś pewniejszego.
— Dziękuję panu.
— Niema za co.
— Panie Agrykolo, — rzekła Aniela, gdy niewiasta oddaliła się, — czy uważałeś pan, jak ta jejmość była blada i wzruszona?
— Właśnie toż samo zauważyłem; a nawet zdawało mi się, że miała łzy w oczach.
— Tak wyglądała, jakgdyby dużo płakała. Biedna kobieta! może przychodziła prosić pana Hardy o wsparcie. Ale cóż to, panie Agrykolo? pan zdajesz się być tak zamyślony?
— Daruj mi, panno Anielo, — rzekł Agrykola — ale obecność tej niewiasty przywiodła mi na pamięć okoliczność, o której, na nieszczęście, nic pani powiedzieć nie mogę, bo to jest sekret nie mnie, a innej osoby dotyczący.
— Och! bądź pan spokojny! — odpowiedziała z uśmiechem młoda dziewczyna — nie jestem ja ciekawa; a to, co mi pan powiedziałeś, tak mnie zajmuje, iż nie żądam, abyś mi pan o czem innem mówił.
— A więc kilka słów jeszcze powiem. Widzisz więc, panno Anielo, jakim to sposobem spekulant urządziłby swoje warsztaty, tak, iżby się wstydzili i zazdrościli mu jego konkurenci! Gdyby teraz była mowa nie o owym zimnym spekulancie, ale gdyby to był człowiek z umiejętnością dobrego rachowania łączący tkliwe, szlachetne uczucie, mający zacne serce, wzniosły, wspaniały umysł, któryby rozciągał swoją troskliwość nietylko na materjalne korzyści, ale i na moralne polepszenie bytu robotników, gdyby wszędzie szukał środków rozwinięcia ich