Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/940

Ta strona została przepisana.


XXXI.
MIŁOŚĆ.

W pannie Cardoville zaszło jakby przeobrażenie; pierwszy to raz jej piękność okazała się w całym swym blasku. Lekkie podrażnienie chytrością Rodina przeminęło, jak lekki cień, na czole młodej dziewicy. Co znaczyły teraz dla miej te kłamstwa, te zdrady? Alboż nie zostały już zniweczone?
Skinieniem dając znak panu Montbron, zaprowadziła go do Indyjskiego Bachusa.
— Jak on do niego jest podobny! — rzekła do hrabiego.
— W rzeczy samej! — zawołał hrabia — to osobliwe!
— Osobliwe? — odrzekła z dumnym uśmiechem Adrjanna, — osobliwe, że bohater, że półbożek, że ideał piękności podobny jest do Dżalmy?...
— Jakże go pani kochasz!... — rzekł hrabia, głęboko wzruszony, widząc wesołą Adrjannę.
— Wielem musiała cierpieć, nieprawdaż?
— A gdybym ja nie był tu dziś przyszedł, z rozpaczy, cóżby się stało?
— Nic nie wiem... możebym już była umarła... gdyż trudna była do wyleczenia rana (i przyłożyła rękę do serca). Ale będzie dla mnie życiem to... coby mi było zadało śmierć...
— Okropna to była rzecz! — dodał hrabia ze drże-