Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/946

Ta strona została przepisana.


delikatnym skrupułem, mówiąc mi o czułej miłości księcia... aż do tego stopnia byłeś względnym, iż powiedziałeś mi, że... nie mnie, ale kogo innego on kocha...
— I dla takiegoż skrupułu powiedziałeś pan księciu, że pana Cardoville kogoś innego kocha... nie księcia Dżalmę...
— Panie hrabio, — odrzekł Rodin obojętnie — dosyć byłoby z mej strony powiedzieć panu, że nie mam wcale potrzeby mieszać się do intryg miłosnych.
— A więc!... Bądź pan ostrożniejszy w swych zacnych postępkach.
— Tymczasem przykrzej dla mnie być pańskim słuchaczem.
— Cóż to! mój panie, — odrzekł hrabia z pogardą — czy nie wiesz, że wolno użyć wszelkich środków dla ukarania zuchwalców i szalbierzy.
Rodin odpowiedział spokojnie:
— Nie znajduję ja nic zaszczytnego w tem, gdy ktoś nazywa zuchwałym napastnikiem uczciwego starego człowieka, jakim ja np. jestem...
— Panie Rodin, — rzekł hrabia, — primo: biedny starzec, jakim np. pan jesteś, źle robi, zasłaniając się starością, którą hańbi i na podwójną zasługuje karę; secundo co do wieku, nie sądzę, aby strzelcy schylać się mieli z uszanowaniem przed starą skórą starych wilków i przed siwemi włosami starych łotrów.
— Wolnym od zarzutu, iżbym miał być starym wilkiem, a tem mniej starym łotrem... — rzekł spokojnie Rodin — pozwolisz mi, panie hrabio, żądać, abyś mnie zaprzestał ścigać przez strzelców i żandarmów; co do zarzutów... nigdy się nie usprawiedliwiam.
— Doprawdy! — rzekł hrabia.
— Nigdy! — rzekł zimno Rodin — moje czyny uniewinniają mnie, poprostu więc odpowiem, że, widząc głębokie, gwałtowne, niemal przestraszające wrażenie, jakie sprawiła pani na księciu... powinienem był mu po-