Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/962

Ta strona została przepisana.


XXXV.
ŚMIERĆ.

Świeża, wesoła minka Róży Pompon, zawsze powabnej, pomimo dziwnie krzyczącego ubioru, a nadewszystko pomimo śmiesznego zachowania się w podobnym teatrze, bardzo lekkomyślnego i bardziej, niż poufałego względem pięknego Indjanina, który jej towarzyszył, wywołały ogólne zdziwienie; w tej bowiem właśnie chwili Róża Pompon, przy swej bezczelności, powodując się tylko kokieterią, przyłożyła znowu pod nos Dżalmie bukiet róż do powąchania Lecz książę, na widok pejzażu, który mu przypominał rodzinny kraj, zamiast okazać się czułym na tę nową zaczepkę, pozostał przez kilka minut zamyślony, wlepiwszy wzrok w scenę. Siedząca wprost naprzeciwko loży pani Morinval, spostrzegła niebawem te nowo-przybyłe osoby, a nadewszystko osobliwą kokieterję Róży Pompon; dlatego młoda margrabina, nachyliwszy się do panny Cardorille, rzekła z uśmiechem:
— Najciekawszych rzeczy nie szukaj na scenie... spojrzyj tylko prosto, naprzeciwko nas.
— Naprzeciwko nas? — powtórzyła od niechcenia Adrjanna.
I obróciwszy się do pani Morinval, przez ciekawość rzuciła okiem we wskazaną stronę.
Spojrzała...
Osłupiała, zbladła jak trup... instynktem powodowana,