Strona:PL Sue - Artur.djvu/115

Ta strona została przepisana.


dał, — w podróży nawet, wola jego, wyobrażona przez wolę nauczyciela, tak nieustannie mi towarzyszyła, iż zupełna i nieograniczona wolność którą teraz posiadałem, udręczała mnie, powtarzam, i przerażała zarazem.
Gdym powracał z długich przechadzek, znajdowałem Helenę i matkę czekające na mnie; rozmawialiśmy o moim Ojcu, i ciotka nakłaniała mnie do przezwyciężenia wstrętu, jakiego doznawałem zajmować się mojemi interesami; lecz te szczegóły zbyt srodze przypominają mi rozmowy moje z ojcem w tym przedmiocie; niemogłem się jeszcze przekonać i poruczałem mojemu nauczycielowi to staraniu. We trzy miesiące późniéj, udręczenia moje wielce straciły ze swéj goryczy, zaczynałem niejako rozpoznawać się i spoglądać wokoło siebie, wyobrażenia moje stały się daleko czystszemi, bardziéj ustalonemi, względem sposobu jakim miałem użyć mojéj wolności. Wolność ta niepokoiła mnie jeszcze, lecz już więcéj nieprzerażała. Kierunek myśli niemoże się nieraz ustrzedz od wpływu rzeczy zewnętrznych i wprost fizycznych; doświadczyłem tego wówczas. Wiosna zbliżała się, i zdawało się jak gdyby z czarną zimą miała także przeminąć pierwsza gorycz mojéj boleści, i niepewne moje zamiary, lube