Strona:PL Sue - Artur.djvu/386

Ta strona została przepisana.

piąc, czuje się nieco otrzeźwioném tém lioskiem wylaniem się, wznosząc oczy z nadzieją, szukamy w przyjacielskiém spojrzeniu kilka łez czułości i politowania.
Tak, kiedy po długim i przykrym rozdzielę, dwóch przyjaciół znowu się znajdzie, dopiéro po upojeniu pierwszych uścisków, każdy z nich myśli wybadać z twarzy drugiego, czy go oddalenie niezmieniło.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Po tym pierwszym uczynionym kroku, pani de Pënâfiel mówiła znowu daléj przesuwając rękę po swych oczach łzami zwilgotnionych.
— Wytłumaczyć Panu dla czego czuję ku niemu zaufanie tak nadzwyczajne, sądzę że mi będzie łatwo... Powtarzam Panu, iż wiem, że jeśli mnie często broniłeś przed potwarzą, nigdy nierościłeś sobie do mnie żadnego prawa za to szlachetne postępowanie; nakoniec, pewien gatunek odosobnienia w którém żyjesz, chociaż pośród świata, twoja powściągliwość, twój rozum wzniosły, który bynajmniéj nie jest takim rozumem jaki inni posiadają, który całkiem do ciebie należy, z swojemi przymiotami i wadami, wszystko, słowem, skłania mnie widzieć w tobie przyjaciela szczerego i wspaniałego, któremu będę mogła powiedzieć co cierpię....