Strona:PL Sue - Artur.djvu/396

Ta strona została przepisana.


Pani de Pënâfiel spojrzała na mnie osłupiała; oczy jéj były nieruchome; ręce jéj opadły na kolana; nie mogła znaleść ani słowa odpowiedzi. — Mówiłem daléj.
— Lecz nie oto jeszcze idzie, powiem pani nasamprzód... jako przyjaciel, rozliczne przekonania, które, dzięki znajomości jaką mniemam posiadać względem jéj charakteru, następowały po sobie w moim umyśle, od chwili jakém panią widział tak do zachwycenia ukorzoną przed krzyżem. Co do téj prześlicznéj pantomimy, muszę wyznać, żeś ją pani odegrała najzupełniéj po artystowsku... Oczy twe łzami zalane i wzniesione do nieba, złożone ręce, omdlałość, łzy wstrzymywane, wszystko to udane było jak najcudniéj; nie wierząc też bynajmniéj w pani zmartwienia, lecz wierząc bardzo w jéj talent do mistyfikacyi, talent, który wykrywał się przedemną, tak zręczny, tak kompletny... chciałem do końca zobaczyć komedyę.
— Komedyę! — powtórzyła pani de Penafiel, zdając się nierozumieć słów przezemnie wymówionych.
— Mistyfikacyi, pani, której sądziłem się być śmiesznym przedmiotem, gdybym ołiarował serdecznie pocieszenia, lub czynił zwierzenia narzekające, względem melancholii, mizantropii,