Strona:PL Sue - Marcin podrzutek.djvu/427

Ta strona została przepisana.

— Czyś ty młodzik jaki?... wzruszając ramionami odezwał się Scypio do hrabiego; czy ty wierzysz w przymioty koni zachwalonych przez handlarzy?... konie i lokai dopiero w użyciu poznać można...
Spokojny, zamyślony Marcin, łagodnie się uśmiechnął i nic nie odpowiedział.
— A ty... rzekł hrabia podchodząc do wykradacza — ty łotrze, dla czego chciałeś...
— Nazywam się Klaudyusz Gerard, przerywając hrabiemu, uroczystym głosem rzekł wykradacz.
— Klaudyusz Gerard! zawołał hrabia, cofając się blady i przerażony.
Ale wnet żywo przybliżył się do wykradacza aby lepiéj przypatrzyć się jego twarzy i przekonać o tożsamości, w którą wierzyć nie mógł; po kilkochwilowém przyglądaniu się rzekł wzruszony:
— Tak to on... to on sam...
— Któż to jest... ten Klaudyusz Gérard? — zapalając cygaro spytał Scypio, podczas gdy Beaucadet i jego ludzie, mocno tym wypadkiem zdziwieni po sobie poglądali.
— Klaudyusz Gerard!... — machinalnie powtórzył hrabia przywalony ciężarem wspomnień, jakie w nim obudzało nazwisko wykradacza.