Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1301

Ta strona została przepisana.

pełnem niedoświadczeniem w stosunkach życia i samotnością, w jakiej Fryderyk dotychczas pozostawał.
Napisawszy ten bilet, położył na nim adres Rudolfa de Pont-Brillant; czekając chwili, w której posłaniec pocztowy zwykle przechodził koło folwarku. Nareszcie gdy ten nadszedł, Fryderyk oddał mu przygotowane pismo, zalecając doręczenie onego na miejsce przeznaczenia.
Przez cały ten dzień młodzieniec zdawał się być spokojniejszym, niż zwykle, ażeby zamiar swój lepiej utaić.
Wieczorem powiedział matce, że się czuje nadzwyczajnie znużonym, i że nazajutrz aż do południa pozostanie w łóżku, i dlatego prosił, żeby nikt nie wchodził do jego pokoju, dopóki sam nie wstanie. Młoda matka, mając nadzieję, że spokój złagodzi stan jej syna, przystała na to z największą chęcią.
Jak tylko zaczęło świtać, Fryderyk otworzył pocichu okno swego pokoju, do którego tylko przez mieszkanie matki dostać się można było, zabrał fuzję i z największą łatwością wyszedł z domu; ponieważ tylko miał gruby śrut, przeto poszedł pierwej do starego ogrodnika, i prosił go, ażeby mu ulał kilka kul, mówiąc, że z sąsiednim dzierżawcą wybiera się na dziki, które pustoszyły jego pola.
Ogrodnik z danego sobie ołowiu ulał mu natychmiast pół tuzina kul i takowe doręczył swemu młodemu panu; ten udał się bezzwłocznie do skały Grand-Sire, leżącej w najsamotniejszej części lasu Pont-Brillant.
Gdy zbliżył się do miejsca, które wskazał młodemu margrabiemu, serce Fryderyka z gorączkową biło gwałtownością, gdyż był szczerze przekonany, że Rudolf de Pont-Brillant oburzony tem obrażającem wyzwaniem, jakie zawierał w sobie bilet jego przeciwnika, pośpieszy niezawodnie, ażeby się pomścić za taką obelgę.
— Zabi je mnie... albo ja jego — mówił do siebie Fryderyk. — Jeżeli ja polegnę tem lepiej... Na co mi się przyda dźwigać nędzne życie, zatrute na wieki zazdrością! Jeżeli ja go zabiję...