Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1316

Ta strona została przepisana.

burzycieli. Jego nieszczęśliwa gwiazda chciała, że nam się wtedy właśnie nawinął, kiedyśmy wysiedli z powozu na miejscu, w którem dawniej stał zamek. Wyobrażasz sobie niewątpliwie, jak syn mój i ja byliśmy oburzeni. — Panie, rzekł margrabia do tego człowieka, czybyś mi nie mógł powiedzieć, co to za dzicy ludzie dopuścili się tej nikczemności, i zamek St. Irene, jeden z najpiękniejszych pomników tej prowincji, z ziemią zrównali? — Ja i moi towarzysze jesteśmy tymi dzikimi ludźmi, mości panie, a pan... jesteś człowiekiem bezczelnym, że się w taki sposób do mnie odzywasz, odpowiedziało to bydlę memu synowi, akcentem szkaradnym, który zdaleka już zdradzał, niechlujnego Owerniaka. Wiesz dobrze, że margrabia był żywy jak iskra, silny jak Turek i śmiały jak lew... otóż, jak zaczął okładać tego nędznika gęstemi razami... Ah! moja kochanko, powiadam ci, co to były za razy! Zdaje mi się, że jeszcze w tej chwili słyszę, jak gęstym gradem spadały na szerokie plecy tego łotra. — Pojedynek! pojedynek na śmierć z pistoletem do piersi przyłożonym! wołał ten szaleniec, rozcierając sobie plecy. — Byłeś bezczelnym łotrem i odebrałeś należne kije, więc rachunek nasz skończony, odpowiedział mu margrabia; co się tyczy pojedynku, dowiodłem już mojej odwagi, lecz z łotrem, jak ty jesteś, nigdy bić się nie będę, i potem...
— Pani margrabino — zawołała Zerbinetta, przerywając znowu swej pani — zapewniam panią, że znowu się coś poruszyło w jaskini.
— Ah! przestanieszże już raz straszyć mnie nadaremnie? Rozgniewasz mnie nareszcie.
— Ale, pani...
— Cóżby tam u djabła mogło być? Czy złodzieje?
— Dalibóg... ten las...
— No i cóż! moja córko, przypomnij sobie dawną piosnkę. — I margrabina zanuciła swoim drżącym nieco głosem: