Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1320

Ta strona została przepisana.

— Lecz pani margrabina zapomina, że pan Rudolf odesłał swego hajduka z oznajmieniem, że z Bancour postanowił jeszcze oddać wizytę w Montel, i że dopiero o siódmej powróci na obiad do zamku.
— Prawda, zapomniałam o tem, że z Montel droga prowadzi przez wąwóz Starego Wrębu. Bałabym się okropnie, zjeżdżając w tę przepaść; zwłaszcza, że teraz lękliwa już jestem w powozie, a potem, jest dopiero wpół do piątej, musiałabym zbyt daleko wyjechać naprzeciw mego wnuka... zresztą, wszakże jeszcze i wieczorem będę mogła naradzić się z nim względem naszej pustelnicy.
— Tuż też i słońce zachodzi, a chłód wieczorny zawsze pani szkodzi.
— A więc, Zerbinetto, podaj mi rękę, ale pozwól mi jeszcze przypatrzeć się tej pięknej skale Grand-Sire.
— Dobrze, pani margrabino; ale na miłość boską, nie przysuwaj się pani zbyt blisko.
Mimo upomnienia Zerbinetty, margrabina przystąpiła jak najbliżej i smutnym wzrokiem przypatrywała się temu romantycznemu miejscu.
— Ah! skały nie zmieniają się wcale, zupełnie jeszcze są takie, jak przed sześćdziesięciu laty.
Po chwili zamyślenia, rzekła wesoło do Zerbinetty, która, powodowana przezornością, pozostała na ustroniu.
— Wiesz co, moja córko?
— Słucham, pani.
— Oto, owa piękna historja o sępie zbudziła we mnie zamiłowanie do dawnych wspomnień. Zdaje mi się, że znajdę jakieś upodobanie w napisaniu chociaż tylko w krótkości moich pamiętników.
— Ah! pani, jakaż to cudna myśl!
— Może to posłużyć do wykształcenia mego wnuka — dodała staruszka śmiejąc się głośno i zadowolona, że i Zerbinetta wesołym wtórowała jej śmiechem.