Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1334

Ta strona została przepisana.

ta gwałtownym niepokojem, udała się do niego, nie drogą, ale prosto przez pola, nie wziąwszy ani kapelusza, ani nawet chustki.
Wkrótce też pośród drzew, któremi folwark był otoczony, Marja ujrzała dalekie światło, wskazujące, że rolnik już powrócił z pola do domu.
W kwadrans potem, młoda matka, zadyszana i znużona szybkim biegiem weszła do folwarku.
Przy świetle łuczywa, palącego się na kominie, Jan Franciszek, jego żona i dzieci siedzieli dokoła ogniska.
— Janie — rzekła pani Bastien — proszę was, zaprowadźcie mnie jak najprędzej do mego syna. — Poczem dodała tonem pewnego wyrzutu. — Jakżeście też mogli pozwolić, ażeby chłopiec narażał się na takie niebezpieczeństwo... Ale mniejsza o to, pójdźmy tylko, proszę was, pójdźmy, jeszcze przyjdziemy w samą porę, ażeby zapobiec temu szaleństwu.
Rolnik i żona jego spojrzeli na siebie ze zdziwieniem, nareszcie Jan Franciszek powiedział:
— Pani... proszę mi przebaczyć... ale... ja nie wiem, czego pani chce.
— Jakto, nie skarżyliście się wczoraj przed moim synem, że przez dwie noce dziki przychodzą robić szkodę w polu?
— Ho! ho! w tym roku dziki nadto mają żołędzi w lesie, ażeby już tak wcześnie miały wychodzić. Bogu dzięki, moja pani, dotąd nie zrobiły one nam jeszcze żadnej szkody.
— Co! więc nie namawialiście mego syna, ażeby tu przyszedł strzelać do dzika.
— Ja, pani? nigdy a nigdy, nawet nie mówiłem z nim o dzikach.
— I dzisiaj nie wyznaczyliście żadnej schadzki mojemu synowi?
— Nie, pani...