Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1342

Ta strona została przepisana.

go właśnie spostrzegła nawpół ukrytego za ogromnym pniem dębu.
Wszystko, co się później stało, odbyło się tak nagle, że byłoby niepodobieństwem dać wyobrażenie tej szybkości, musimy więc tylko poprzestać na rozwlekłem opowiedzeniu wypadku równie jak myśl nagłego.
Fryderyk, zatopiony w myślach, nie widział i nie słyszał zbliżającej się matki, której kroki na miękkim mchu tłumiły się bez żadnego szelestu; z głową odkrytą, jednem kolanem na ziemi, trzymał w ręku swą fuzję pochyloną w połowie, jakgdyby już tylko czekał chwili, w której miał wymierzyć i dać ognia.
Pomimo, że unikała tej myśli, nieszczęsna matka... przybywszy do lasu nieraz już zadrżała z obawy, przypuszczając zamiar samobójstwa... była to okropna trwoga, zbudzona w niej rozmaitemi wypadkami dni przeszłych. Łatwo sobie teraz wyobrazić szaloną radość pani Bastien, kiedy, sądząc z postawy syna, myślała, iż się tylko sprawdzało podejrzenie dzierżawcy, i że syn jej zamierzał tylko popełnić defraudację leśną, strzelając bez pozwolenia cudzą zwierzynę.
Stąd, w ślepym wybuchu szczęścia i miłości, jednym skokiem, jakby w dzikiem szaleństwie rzuciła się na swego syna, nie mogąc ani jednego słowa wymówić.
Stało się to właśnie w chwili, kiedy Fryderyk, spuściwszy fuzję, powiedział głosem gniewnym i szyderskim.
— Otóż... i pan margrabia!...
Jakoż Fryderyk ujrzał o dziesięć kroków od siebie zbliżającego się i oświeconego w połowie blaskiem księżyca Rudolfa de Pont-Brillant, który powoli wjeżdżał pod górę, i nie myśląc o żadnem niebezpieczeństwie, gwizdał swą pieśń myśliwską.
Poruszenie pani Bastien było tak nagłe, tak gwałtowne, że fuzja wysunęła się z rąk jego w chwili, kiedy już miał wystrzelić... i upadła na murawę...
— Moja matka! — zawołał Fryderyk przerażony.