Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1348

Ta strona została przepisana.

To powiedziawszy, dzierżawca zbliżył się już zupełnie do pani Bastien i jej syna.
Fryderyk, pomimo gwałtownej swej nienawiści, nie śmiał powtarzać w obecności obcego człowieka gróźb, z któremi odzywał się poprzednio przed swą matką; wziął więc fuzję pod pachę, i zawsze ponury, milczący, zabierał się pójść za Marją.
— Co tam, panie Fryderyku — powiedział Jan Franciszek — nie trzeba djabła wołać po imieniu, strażnicy pana margrabiego i tak zbliżają się ku nam; jesteś pan w lesie, z fuzją w ręku, przytem księżyc świeci wspaniale, jakby umyślnie dla myśliwych, to też i nie trzeba więcej, ażeby pana pociągnąć do protokółu.
Następnie zwróciwszy się do pani Bastien:
— Ja pójdę przed panią, znam tutaj jednę ścieżkę, która nas prosto i prędko wyprowadzi z tej poręby, a nawet w przeciwnym kierunku od miejsca, gdzie słychać leśnych.
Już siły zaczęły opuszczać Marję; oparła się zatem na ramieniu syna, który ciągle jeszcze zamyślony, nie wymówił ani jednego słowa.
Przybywszy na folwark, młoda matka, blada, osłabiona, drżała na całem ciele; Jan chciał koniecznie zaprząc swego konia do wózka, dla odwiezienia Marji i jej syna; przyjęła ona jego usługę, gdyż, znękana tylu wzruszeniami, nie byłaby w stanie przebyć piechotą przestrzeni dzielącej folwark od jej domu, gdzie przyjechała wraz z synem około dziewiątej godziny wieczorem.
Zaledwie stanęli w domu, Fryderyk zachwiał się, stracił przytomność i popadł w gwałtowne spazmy.
Wróciwszy do przytomności, gdy ujrzał swą matkę pochyloną nad łóżkiem, wyciągnął do niej ręce i z bolesnem rozdzierającem serce łkaniem długo przyciskał ją do swoich piersi. Nareszcie po tem nowem wzruszeniu, powiedział że już jest spokojniejszy, że potrzebuje tylko samot-