Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1383

Ta strona została przepisana.

— A ja... ja nie chcę guwernera... rozumiesz mnie, moja matko...
— Moje dziecię, chciej mnie posłuchać...
— Powiadam ci, że nie chcę guwernera; odpraw go natychmiast... bo on niepotrzebny... Jeżeli nie... to będzie z nim toż samo... co z jego poprzednikiem...
Pani Bastien była dotąd tkliwą i prawie błagającą względem syna, lecz nie chcąc, ażeby jej pobłażanie wyrodziło się w słabość, rzekła głosem czułym i stałym zarazem:
— Postanowiłam, moje dziecię, dla twego własnego dobra przyjąć ci nauczyciela, i jestem przekonana, że będziesz szanował mą wolę...
— Zobaczysz...
— Jeżeli przez to chcesz okazać, że spodziewasz się znudzić i zniechęcić tego nowego nauczyciela twoją niechęcią i uniesieniami, to się mylisz podwójnie... najprzód, ponieważ bardzobyś mnie zasmucił, a potem, ponieważ pan David... takie bowiem jest jego nazwisko, nie jest z liczby tych ludzi, którzy się odstręczają i zniechęcają łatwo.
— Być może...
— Nie, moje dziecię, gdyż przykre słowa i gniewy, zamiast go obrażać, budzą w nim tylko tkliwe politowanie pełne życzliwości i przebaczenia, jak ci tego już raz dowiódł.
— Mnie?
— Tobie, moje dziecię, widziałeś go już bowiem u doktora Dufour.
— Jakto... ten człowiek...
— Ten człowiek jest nauczycielem, którego dla ciebie wybrałam.
— Więc to on? — rzekł Fryderyk z gorzkim i szyderskim uśmiechem — wolę już z tym walczyć niż z innym jakim. Zobaczymy, który z nas ustąpi.
Pani Bastien spojrzała na syna z wyrazem raczej smutku, aniżeli zdziwienia, ponieważ spodziewała się prawie