Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1437

Ta strona została przepisana.

wozu, gruba warstwa suchych liści, które już jesień zerwała z drzew, czyniła nierównie trudniejszem dalsze śledzenie Fryderyka, ale lekkie przygniecenie tych liści w miejscach, którędy przechodził, połamane gałązki w gęstych zaroślach, służyły David’owi za niewątpliwą wskazówkę drogi, którą powinien się był udać. Wyszedłszy z gęstwiny, uderzony został głuchym, niedalekim wprawdzie, lecz okropnym łoskotem, którego dotąd pośród szelestu liści i trzeszczenia gałęzi wcale nie zauważył.
Ten straszny łoskot pochodził od spadku wielkiej masy wody.
Wprawdzie ucho David’a nie zostawiało mu żadnej w tej mierze wątpliwości...
Okropna myśl przeszła mu przez głowę, ale jego działalność, jego siła postanowienia, na chwilę zawieszone przez trwogę, wkrótce doznały nowego i silnego bodźca; gęstwina z której dopiero co wyszedł, przytykała do wąskiej i krętej drogi, której wilgotna ziemia nosiła na znacznej przestrzeni świeże ślady Fryderyka... David udał się nią z największym pośpiechem, gdyż, wnosząc z odległości śladów i ich wydrążenia, spostrzegł, że młodzieniec w tem miejscu pędził ze wszystkich sił.
Wkrótce atoli... postać gruntu zmieniła się zupełnie... po wilgotnej i miękkiej ziemi, nastąpił grunt suchy i twardy, a na nim znikł wszelki ślad Fryderyka.
David znajdował się obecnie na pewnym rodzaju rozstajnej drogi... skąd dochodził już coraz wyraźniejszy szum rzeki Loary, której wody, od kilku dni nadzwyczajnie wezbrane, toczyły się z przerażającym łoskotem.
Pobiec prosto do rzeki, jedynie za słyszanym szumem, kiedy niepodobieństwem było wynaleźć dalsze ślady Fryderyka... to było pierwsze postanowienie David‘a, którego trwoga zwiększała się jeszcze wspomnieniem owego nocnego pożegnania młodzieńca z jego śpiącą matką.
Całe niebezpieczeństwo było na brzegu Loary; i w tym