Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1449

Ta strona została przepisana.

podzielny w swojej wszechmocy, toż samo powiedzieć można o namiętnościach, co i o innych żywiołach; żadna nie jest złą sama w sobie; są to tylko sprężyny. Człowiek używa ich źle, lub używa ich dobrze, według swej woli. Wszakże, mój synu, cierpienia twoje zaczynają się od czasu owej wycieczki do zamku Pont-Brillant, nieprawdaż?
— Tak jest, panie David.
— Porównawszy swoje pospolite nazwisko i swoje życie skromne, prawie ubogie, z wystawnem życiem i świetnem nazwiskiem młodego margrabiego de Pont-Brillant, uczułeś silną, głęboką zazdrość?
— Niestety! i to jest prawdą...
— Aż dotąd, uczucie to było dobre.
— Dobre.
— Tak! wyniosłeś z sobą z zamku wielką siłę duszy, potężną, mądrze skierowaną, powinna ona była dać najszlachetniejszy popęd twoim zdolnościom. Na nieszczęście, siła ta rozprzęgła się w twoich niedoświadczonych dłoniach... i zraniła cię jeszcze, moje biedne, kochane dziecię! Dlatego też, gdyś wrócił do domu, twoje proste i czyste przyjemności zostały zniweczone ustawicznem wspomnieniem przepychów zamkowych; potem, w tem bezczynnem i bolesnem łaknieniu, doszedłeś do nienawidzenia tego, który posiadał to wszystko, czego mu zazdrościłeś... potem... zemsta...
— Jakto, pan wie! — zawołał Fryderyk przerażony.
— Wiem wszystko, moje dziecię.
— Ah! panie David, łaski! — szeptał Fryderyk cichym, bolesnym głosem — właśnie wyrzuty sumienia po tym podłym i okropnym zamachu doprowadziły mnie do samobójstwa.
— Wierzę ci, mój synu, i teraz dopiero pojmuję ciężki i ponury smutek, jaki cię trawił od czasu mego przybycia do domu twej matki; ty rozmyślałeś ciągle nad tym nieszczęsnym zamiarem.